sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 2 "Tajemnica gwiazd"


Rozdział 2


"Gwiazdy nigdy nie są na wyciągnięcie ręki. Są nieskończenie odległe, to oznacza ból, który człowiek odczuwa, spoglądając na nie w górę. To delikatne rwanie w głębi serca."
-ISABEL ABEDI 




Legolas otworzył przed nią drzwi pokoju gościnnego. Było to duże pomieszczenie o pięknych, kamiennych ścianach. Wykute w surowej skale rzeźby drzew i podobizny zwierząt onieśmielały swoją prostotą i elegancją. Tuż przy suficie znajdował się okrągły świetlik otoczony, niczym księżyc, szklanymi gwiazdami. Również podłoga została wykuta, jednak w przeciwieństwie do ścian, jej powierzchnia była idealnie gładka. Wydawało się, iż skąpana jest w wodzie. Środek pokoju zajmowało łoże z baldachimem. Jego materiał usiany był drobnymi motylami, wyhaftowanymi srebrną nicią.
Laumen odwróciła się i spojrzała na elfa. Legolas wciąż stał w przejściu i przyglądał się jej, z dłońmi założonymi na piersi.
-Przepraszam Cię, książę.-Skłoniła się lekko wciąż patrząc w przyciągający błękit jego oczu.
-Za co mnie przepraszasz, Laumeno z Lorien?-Spytał zaskoczony wyciągając dłoń w jej stronę. Gdy chwyciła za nią delikatnie pociągnął prostując z ukłonu.
-Za moje niestosowne zachowanie. Przepraszam, ale nie wiedziałam, że jesteś synem króla. Nie wiedziałam, że król w ogóle ma syna. - Zastanowiła się chwilę - Zapewne Pani Galadriela musiała mieć powód by nie zdradzać mi informacji o waszym królestwie.
-Zapewne. – Legolas zgodził się z nią i przemierzając pokój dodał. - Galadriela jest mądrą Królową, jednak nawet sam Celeborn nie wie wszystkiego, co dzieje się w jej umyśle.
Dłonie elfa spoczęły na delikatnych żłobieniach. W zamyśleniu pogładził płatki kwiatów, które w rzeczywistości miały barwę złota.
-Nie wiedzą tego nawet najwięksi mędrcy.
Laumen usłyszała lekki szmer stup i gdy po chwili w drzwiach stanął strażnik odsunęła się pozwalając Legolasowi przejść.
-Przepraszam cię na moment. - Powiedział i odszedł w głąb korytarza.
-Znalezione zostało ciało. Król wzywa Cię do lochów - Powiedział cicho strażnik, a jego głos rozbrzmiał w uszach elfki.
Legolas kiwnął głową na znak, że zrozumiał.
-Wybacz mi, Laumen. Ważne sprawy wzywają.
-Oczywiście książę-skłoniła się mu ponownie.


Gdy drzwi zamknęły się za nim usiadła na łóżku. Objęła kolana ramionami. Pochyliła głowę i odgrodziwszy się od świata czarną kurtyną zaszlochała cicho. Bała się. Bała się głęboko w sercu. Przerażenie ogarniało ją każdej samotnej chwili spędzonej w oddali od Lothlórien. Od Galadrieli i Celeborna, którzy zawsze byli gotowi stanąć za nią murem, pocieszyć, gdy pogrążała się w smutku i walczyć za nią. Brakowało jej ciepłych dłoni Pani Lorien gładzącej jej policzek, kiedy wyruszała na misję. Była ona dla niej jak matka, której nigdy nie miała.
"Nie martw się, Laumen. Będę zawsze z tobą i pojawię się, gdy będziesz mnie potrzebować. Wystarczy, że wezwiesz mnie w myślach..."- Przypomniała sobie słowa Galadrieli, wypowiedziane podczas pożegnania. To miała być prosta i szybka wyprawa. Miasto nad Jeziorem, było jej celem. Jednak nigdy nie myślała, że natrafi na jego ślad. To właśnie ten malutki szczegół wlał przerażenie w jej duszę. Taka błahostka, kilka słów wypowiedzianych przez pijaka, kilka przez włóczęgę i jeszcze jakiegoś starca w szpiczastej czapce, a doprowadziły do szlochu jedną z najniebezpieczniejszych członkiń jej rasy. Już niemal wezwała Galadrielę, ale to oznaczałoby jej kapitulacje, ucieczkę, a ona nigdy nie poddawała się. Nigdy.
"Oparcie możesz znaleźć wszędzie. -powiedziała jej wiele lat temu Arwena, gdy były dziećmi i zachowywały się jak siostry, a nie jak dalekie krewne- to może być osoba, zwierzę lub nawet rzecz, chociaż ta ostania cię nie pocieszy tak jak żywa istota." Pamiętała jak jej wzrok nieświadomie skierował się na syna jej strażnika a rumieniec pierwszy raz pokrył jej jasne policzki. Wtedy to ona była dla mnie oparciem, jednak to zmieniło się. Galadriela była nim zawsze, ale teraz jej to nie wystarczało. Znalazła oparcie w swoim mieczu, niestety nietrwałe i jednostronne, przez co o wiele słabsze. Potrzebowała czegoś więcej, potrzebowała...
Ciszę przerwało pukanie do drzwi. Wstała i otarła policzki, łzy jednak już dawno wyschły.
-Proszę wejść.- Powiedziała lekko zachrypniętym głosem.
Dzwi otwarły się cicho, by następnie z hukiem uderzyć o ścianę.


*    *    *

Opuścił jedną z najgłębiej schowanych jaskiń. Przypuszczenia się sprawdziły. Ciało łucznika należało do jednego z jego elfów, do jednego z jego najbardziej zaufanych strażników. Ta wiadomość wstrząsnęła nim, nie spodziewał się takiej zdrady. Więc odprawił straż. Czuł większy lęk, gdy z bronią pod ręką chodzili za nim krok w krok. Poczuł się wolny, jak niegdyś podczas bitew, wielkich wojen kształtujących ten świat. Jedynie on, wróg, miecz w ręce i widmo śmierci wiszące nad walką. Któraś strona musiała ulegnąć, śmierć przybędzie. Ty albo twój wróg. Zabij lub zgiń.
Tęsknił za tamtymi czasami, ale zrezygnował z nich. Dobrowolnie. Czas chwalebnych bitew dla niego już minął, próbował wmówić sobie wielokrotnie, by nie dopuścić smutku. Niegdyś kochał bitwy, jednak poznał kogoś ważnego, kogoś, kto stał się dla niego oparciem. Jednak wraz ze stratą tej osoby jego świat runąłby w końcu pogrążyć się w smoczym ogniu i strachu.
Potarł lewy policzek otrząsając się z myśli. Rozejrzał się. Znów pozwolił nogą poprowadzić go w niewiadomym kierunku. Minęła chwila zanim zorientował się gdzie jest i jeszcze jedna, gdy dobiegł go huk. Ruszył w tamtą stronę chwytając rękojeść miecza.
Była to część gościnna. Wszystkie drzwi były pozamykane, poza jednymi. Drewno pękło w połowie, a jego górna część uderzywszy w rzeźbę roztrzaskała się w drzazgi. Ostrożnie stąpając wszedł do pomieszczenia.
Stół leżał smętnie na boku jak i krzesła, natomiast jego miejsce zajął elf, przyciskający sztylet do szyi Laumeny. Zawisł nad elfką i jedną dłonią unieruchomił jej ręce. Nawet nie próbowała się wyrwać. Wyciągnął miecz i przyłożył go do pleców elfa.
-Odłóż sztylet.-Rozkazał król-A może cię nie zabiję.
-Nie, królu. Nic się nie stało.-Powiedziała Laumen. -To nie jego wina.-Jej głos drżał od szoku.
Zabrał miecz, lecz zamiast go schować wciąż dzierżył go w dłoni, gotowy zaatakować.
-Proszę się cofnąć...
Uwolniła dłoń, by wyrwać broń. Ostrze musnęło jej krtań. Kilka rubinowych kropel pojawiło się na skórze. Zwinnym ruchem zamieniła się miejscem z napastnikiem, by następnie wstać.
Staneła tak, by zasłonić go przed Thranduilem.
-Królu, to naprawdę nie jego wina...
-Zaatakował cię, w moim pałacu, z myślami mordercy i mówisz, że nie ze swojej winy. Więc czyjej?
-Nie wiem tego...


Potworny ból minął. Głowa pulsowała niemiłosiernie, ale było to znośne. Uspokoił powoli oddech. Leżał przez chwilę spokojnie zanim nie dotarł do niego chłód podłogi. Usłyszał czyjeś głosy. Nazadawał sobie nawet trudu, by zrozumieć słowa. Próbował się poruszyć. Zacisnął dłonie w pięść. Z trudem otworzył oczy. Ciemne plamy zasłaniały mu widok, zamrugał kilkakrotnie, jednak plamy nie ustąpiły. Podparł się na ramionach. Rozmowy zamarły.
-Legolas?-usłyszał szczere zdumienie w głosie ojca.
-Ojcze...-ramiona się pod nim ugięły.
Ktoś przy nim klęknął i pomógł mu usiąść.
-Wszystko w porządku?-Spytała cicho Laumen
-Nic nie widzę...
Usłyszał jak miecz upada na podłogę. Po chwili poczuł jak silne ramiona stawiają go na nogi. Chłodne dłonie spoczęły na jego skroniach, a kciuki na powiekach. Zobaczył światło, następnie nastała ciemność.
-Odzyskasz wzrok... z czasem.
-Rozumiem. Mogę się dowiedzieć gdzie jestem?- Spytał zdezorientowany, próbując pomimo bólu coś sobie przypomnieć. 
-W pokoju Laumeny.-Powiedział król twardo.
Legolas zmartwił się słysząc tą odpowiedź. Jaki cel był jego wizyty, do czego doszło i o czym nie może sobie przypomnieć.
-Czy wiesz może ojcze... Co tutaj robię?
-Próbowałeś ją zabić.-Powiedział Thranduil z niedowierzaniem.
Zanim dotarło do niego znaczenie wypowiedzianych słów odezwała się jego niedoszła ofiara.
-Królu to nie tak, to nie jego wina...
-Bądz cicho.-Zagrzmiał Thranduil- Nie wiem, dlaczego zaprzeczasz. Nie broń go.-Jego własny ojciec stał przeciw niemu.
-Ale ja... nic nie zrobiłem.-Próbował się wytłumaczyć.
-Nie pamiętasz, prawda?- Spytała Laumen.
-Chyba... chyba wezwałeś mnie do lochów w sprawie ciała...
-Do jaskiń. – Poprawił król.
-Przepraszam, ale strażnik mówił o lochach...-Zdała sobie sprawę z błędu i dodała- Ja nie chciałam podsłuchiwać. Przepraszam…
-Nie szkodzi. Jestem jednak pewien... Chwila. Mówiliście o strażniku a nie o strażniczce.
-Tak, to był twój strażnik, ojcze.
-Wysłałem strażniczkę z zewnętrznej straży. Nie było cię wiec nie wiesz, ale ciało należało do mojego strażnika. Odprawiłem wszystkich. Co się stało później?
-Nie wiem. Pamiętam tylko ból...
-Ból?
-Głowy. Potworny ból. Tak jakby rozsadzało mi czaszkę. I ciemność.
-Już wcześniej bolała cię głowa, gdy ten elf próbował cię zabić.
-Królu, wydaje mi sie, że to jest powiązane. Strażnik króla próbuje zabić własnego księcia, ale gdy ten zostaje uratowany chcą zabić mnie. Musi ktoś stać za tym wszystkim, ktoś, kto zna się na czarnej magii... Ktoś, kto czuje urazę do króla.
-Dlaczego do mnie, skąd ta myśl, Laumeno?
-Próbowano zabić syna Waszej Wysokość, gdy plan się nie powiódł, rękami księcia planowano morderstwo. Czym dla ojca jest zdrada syna? Ktoś chce króla pogrążyć.
-Rozumiem, co masz na myśli, Laumen. Jednak, czemu ma to służyć? Kto mógłby to zrobić?
-Przepraszam ze przeszkadzam, ale mógłbym się dowiedzieć czy jestem winny czy jednak nie?-Wtrącił się Legolas, nie rozumiejąc całej sytuacji.
-Ach tak, przepraszam. Więc to wszystko wina kogoś kto mam moc kontrolowania innych.
-Nie rozumiem-stwierdził po chwili Legolas.
-Niestety ja również.- Przyznał Thranduil.         
-Legolasie pozwolisz, że zobaczę twoje oczy, spokojnie i tak nic nie zobaczysz.
-Miało mnie to pocieszyć? Dobrze rób, co trzeba.
Położyła dłonie na jego skroniach i powtarzając gest Thranduila przyłożyła kciuki do powiek. Po chwili zabrała ręce. Legolas zmarszczył brwi.
-Czy powinno mnie to piec?- Spytał, jednak nie uzyskał odpowiedzi.
-Otwórz oczy.-Poleciła Laumen.-Królu, to musi być efekt uboczny magi. Jego źrenice…
Thranduil spojrzał w oczy syna. Nie rozumiał, o co chodziło elfce, jednak po chwili wszystko się wyjaśniło. Tęczówki zniknęły, a źrenice naznaczone były purpurą.


*    *    *

W Leśnym Królestwie panował spokój. Niestety to było tylko mylne wrażenie. Zarówno król, jak i jego syn byli nerwowi. Zdarzenia żądały wyjaśnienia, a w jego poszukiwaniu brnęli coraz bardziej donikąd. Straże poddano przesłuchaniu, mieszkańców wypytywano. Nikt nic jednak nie widział ani nie słyszał. Jedynie Laumen, chociaż niemal na siłę utknęła w Puszczy, zdawała się nie martwić o swoje życie. Odczuwała niepokój, skutecznie go jednak ukrywała, a innym okazywała jedynie spokój. Thranduil w międzyczasie, gdy nie zamartwiał się o królestwo obserwował elfkę i dopatrywał się czegoś co w jakikolwiek sposób pomoże mu określić jej cele.

Gwiazdy rozświetlały nocne niebo. Głęboka czerń wyglądała przez szczelinę między skałami. Laumen, szukając odrobiny samotności, przemierzała korytarze i tunele. W końcu udało jej się znaleźć to miejsce. Przysiadła na skalnej półce i odetchnęła głęboko nocnym powietrzem.
Samotnością nie mogła się jednak cieszyć zbyt długo. Wyczuła czyjąś obecność. Zreszta i tak była obserwowana odkąd tu trafiła. Co oznacza, że pełne dwa i pół dnia, z czego półtora leżała nieprzytomna, ktoś calutki czas się jej przyglądał. Laumen wiedziała jednak, że dopóki zostanie w królestwie nie może liczyć na nic innego. Może gdyby powiedziała kim naprawdę jest... Wolała jednak nie ryzykować. Poza tym wciąż jest na swojej misji. Tajnej misji.
Ktoś odchrząkną cicho oznajmiając swoje nadejście.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. – Odezwał się król. Powiedział to z wymuszonym uśmiechem, ale w głosie słychać było zmęczenia.
-Skądże królu. Tylko oglądałam niebo.
Wzrok Thranduila powędrował za jej spojrzeniem. Tym razem półuśmiech, który zagościł na jego ustach był prawdziwy. Miał w sobie coś ze smutku.
-Wyjątkowo piękne są tej nocy... – Rzekł w zamyśleniu.
-Tak. Przepiękne, jak zresztą co roku na dzień przed przesileniem. Ten jeden dzień w roku zdają się być bliżej niż zawsze. Wydaja się być mniej chłodne...
Laumen odwzajemniła uśmiech. Spędzała tą noc zawsze z Galadrielą. Bez wyjątku rok w rok. Sama nie wie czemu, ale taki już miały zwyczaj. Galadriela zawsze była wtedy milcząca. Uśmiechała się smutno zerkając w niebo... W ten sam sposób uśmiechał sie Thranduil.
-Laumeno, przejdziesz się ze mną? Pokaże ci jedno miejsce. – Zaproponował król zaskoczony jej słowami. Widocznie nie tylko on stracił coś tej nocy...
-Oczywiście. – Powiedziała, chociaż jej wzrok wciąż przyciągały gwiazdy.
-Nie martw się. Z tamtego miejsca również widać niebo.

Thranduil zaprowadził Laumen w miejsce, do którego niezapraszań nikogo. Był to jego Gwiezdny Wodospad. Ze skał wypływał strumień, by po krótkim szlaku spaść z dwóch metrów. Był niewielki ale jeziorko które tworzył było przepiękne. To wszystko było niezadaszone, a ściany tworzyły niemal idealne koło podpierane rzeźbionymi palisadami. Nie było tu świec, ani pochodni. Jedyne światło pochodziło od gwiazd.
-Przychodzę tu kiedy potrzebuję odpocząć od tego wszystkiego. – Powiedział król podchodząc do jeziorka. – Legolas zdaje się nie dostrzegać różnicy. Ty jednak ją widzisz. Nie spotkałem nikogo kto podziela moje zdanie na ten temat. Jesteś wyjątkiem, Laumeno. Nie wiem czemu, ale to raczej nie przypadek, że się tu znalazłaś.
Thranduil podszedł do brzegu i zszedł na schodek znajdujący się tuż nad powierzchnią wody. Usiadł na ziemi. Rąbek szaty wpadł do wody. Król zdawał się tym nie przejmować. Bose stopy spoczęły na schodku niżej, podwodą. Podparł się rękoma i spojrzał w gwiazdy.
Laumen przyglądała się temu bez słowa. Zaskoczyło ja zachowanie króla. Teraz zdawał się być zagubionym mężczyzną, zwykłym elfem nieznającym zła świata ani ciężaru władzy. Czuła się jakby naruszała jego prywatność. Tym bardziej, kiedy uświadomiła sobie, że król ubrany w szatę tak naprawdę nic pod spodem nie miał. Rumieńce pokryły jej policzki. Odwróciła wzrok od nagich stóp i kostek, kawałka lewej łydki... Skarciła się w myślach. Okrążyła jeziorko i mostkiem nad strumykiem dotarła na drugą stronę. Przysiadła na ziemi. Dłoń zanurzyła w chłodnej wodzie. Poczuła jak wraz z chłodem promieniuje od niej ukojenie, jak cień w słoneczne letnie popołudnie. Spięte mięśnie rozluźniły się. Otoczył ją spokój. Ulga.
-Ta woda... – Sama nie wiedziała co chciała powiedzieć.
-Ma właściwości lecznicze. – Powiedział Król nie odrywając wzroku od nieboskłonu. – Przynosi wytchnienie, równowagę. To jedno z niewielu miejsc, gdzie można wypocząć do tego stopnia. Chwila tutaj i wszystkie troski i problemy znikną. Do  czasu...
-W końcu trzeba będzie powrócić do rzeczywistości. – Dodała Laumen i zupełnie oddała się magi tego miejsca.






-------------------------------------------------------


Witam i dziękuje za czytanie. Komentujcie i wyczekujcie rozdziału 3, który pojawi się już niebawem.

Rozdział 1 "Król Elfów"



Nim rozpoczniesz przeczytaj"Prolog"!



Rozdział 1



            "Ja kocham się w tobie, twój wdzięk mnie zniewolił,
            a będziesz oporny, to porwę wbrew woli ! "
            -Tatusiu, tatusiu, ach jaki ból!
            Już ciągnie mnie, ciągnie okrutny Król!...

-  JOHANN W. GOETHE  "KRÓL ELFÓW"



Stanęli przed drzwiami szpitala. Legolas otworzył je przepuszczając ojca. Jego szata zaszeleściła, gdy podszedł do nieprzytomnej. Podążył za nim obserwując jej bladą twarz nad ramieniem króla. Gdy wyminął go stanął naprzeciw. Nieopodal nich stała uzdrowicielka ścierając krew z dłoni.
Thranduil przyjrzał się uważnie pacjętce. Bladą twarz skraplał pot a ramiona jej drżały. Oczy poruszały się pod powiekami, z ust wydobywał się ciężki przerywany oddech wywołany cierpieniem. Żyły wikwitły na jej nadgarstkach niczym gałęzie drzewa, widoczne jakby nie przysłaniała ich skóra. Krążyła w nich krew gęsta jak miód pitny. Równomiernie pompójąc truciznę do serca i mózgu.
Przyłożył delikatnie dłonie do jej skroni. Zamknął oczy i zmarszczył czoło, jakby w skupieniu chciał usłyszeć jej myśli. Miał dar wyczuwania stanu, nie tylko ciała, ale też duszy. Potrafił ocenić czy ktoś ma szansę by przeżyć, czy odzyska władzę w kończynie lub jasność umysłu. Nie stosował jej jednak zbyt często, bo łączyła go ona z bólem innej osoby. U elfki wyczuł spokój, jakby spała i śniło jej się coś przyjemnego. Zdziwił się, lecz wniknął bardziej w jej umysł. Zobaczył światło. Biel z czarną postacią na jej tle. Poczuł smutek i determinację. Tęsknotę. W końcu również ból spowodowany raną. Na szczęście nie była ona zbytnio poważna. Zachowa kończynę, chociaż nie do końca sprawną.
-Nie martw się, Legolasie.-Spojrzał na syna, gdy wyczuł jego zmartwienie.-Ocalę ją.
-Wierzę Ci, ojcze.
Uśmiechnął się do niego i powrócił wzrokiem do rany. Strzałę trzeba było jak najszybciej usunąć.
-Podejdź do mnie Jaseno. Będę potrzebować twej pomocy.-Zwrócił się do uzdrowicielki.
Jasena wiedziała co ma robić. Podeszła do ogromnej szafy stojącej obok drzwi i wyciągnęła z niej duży kawałek białego materiału na opatrunek i woreczki z ziołami.
- Przytrzymaj jej ramię.-Zwrócił się do syna.
Podczas, gdy Jasena nasypywała różne zioła na materiał, Thranduil odczepił od pasa sztylet. Legolas po raz pierwszy widział go na oczy, choć król zawsze miał go przy sobie. Ostrze było zrobione z mithrilu zdobionego szafirami tuż przy rękojeści. Wydawało się, że jest ona zrobiona z diamentu.
-Legolasie-sprowadził go na ziemie.
Przytrzymał rękę i ramie elfki. Pomimo, że była nieprzytomna drgnęła, gdy Thranduil odciął grot i delikatnie i sprawnie wyciągnął strzałę z ramienia. Z rany popłynęła krew. Jasena od razu przyłożyła materiał z ziołami, szepnęła kilka słów w starym języku, który zabrzmiał dla Legolasa dziwnie i ponadczasowo, jakby został spisany wieki temu i niemożliwy do odczytania przez obecne pokolenia. Krew przestał lecieć.
-Trucizna nie zdążyła całkowicie zatruć krwi.- Powiedziała- Nie jestem w stanie rzec na ile osłabiła jej ciało. Nawet nie mogę stwierdzić czy zdoła się obudzić nie mówiąc już o pełnym powrocie do zdrowia.
Król zerknął na kawałki strzały w ręku, schował sztylet i pochwycił wzrok syna.
-Obudzi się Jaseno. A gdy to się stanie poinformuj mnie o tym. Natomiast ty, Legolasie, musisz mi, co nie, co wyjaśnić.
Legolas podszedł do niego, kiwnął głową na znak, że rozumie.
-Oczywiście, ojcze.


*    *    *


Drzwi biblioteki zamknęły się z trzaskiem. Król usiadł na swym białym krześle i wskazał synowi miejsce obok. Legolas usiadł pospiesznie czując lekki zawrót głowy.
-Nic ci nie jest, synu?-Przyglądał się mu uważnie.
-Mam tylko lekki ból głowy, lecz nic więcej. Jestem zdrów.
-Otarłeś się dziś o śmierć i ogromnie się cieszę, że żyjesz. Będziesz mógł potem odpocząć, lecz potrzebuje byś odpowiedział mi na kilka pytań.-Powiedział cicho i delikatnie.
Kojący głos osłabł nasilający się ból.
-Czy widziałeś tego, który ją postrzelił?-Spytał.
-Niestety, był za szybki, zbyt cichy. Nie usłyszałem nawet jego kroków. Dopiero strzałę, lecz było już za późno. Ułamek sekundy dzielił ją ode mnie.
-A ta dziewczyna?-Zmarszczył brwi- Wiesz kim jest?
-Widzie ją po raz pierwszy. Nie wiem, co robiła w lasach królestwa, ale z pewnością nie przybyła z orkami.-Legolas pochwycił wzrok ojca, jakby chciał go przekonać do swojego poglądu. Ujrzał jednak powątpienie.
-Skąd ta pewność?
-Zabiła tego, który celował w moją stronę, zasłoniła mnie przed strzałą. Musi być wyjątkowa. W czasie krótszym niż mrugnięcie powieką uratowała życie. Jest elfem, ale jej zdolności znacznie przewyższają naszą rasę. Musiała odbyć specjalne szkolenie…
-Pod okiem Straży Galathrimskiej[1].-Stwierdził król przewidując to, co chciał powiedzieć jego syn.-Doprawdy zaciekawiła mnie jej osoba. Nie ukrywam od setek lat nie spotkałem nikogo o tej profesji. Potwierdzić wiarygodność dziewczyny, może jedynie sama Galadriela.
-Poślę gońca do niej.-Zaoferował się Legolas.
-Oczywiście, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Nim się obudzi minie go jeszcze sporo.
Thranduil położył dłonie na stole, a wraz z nimi kawałki strzały spoczywające dotychczas na jego kolanach.
-Powinniśmy zająć sie lepiej odnalezieniem niedoszłego zabójcy. Ta strzała może nam wiele o nim powiedzieć. Mam juz co do tego pewną teorię. Według mnie należała ona do elfa, co więcej...
-Do jednego z naszych.-dokończył za króla Legolas.
Rozpoznał on białą lotkę i brzozę srebrzystą, tych strzał używano wyłącznie w Leśnym Królestwie.
-Oczywiście mógł tą strzałę mieć inny elf.-Król nawet nie miał cienia wątpliwości, co do rasy. Orkowie by nie dotknęli wytworu ich rąk.-To nie wyjaśniałoby jednak jak dostał się na nasze ziemie. A tak mógłby przeprowadzić orków, jako więźniów, bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń. Ostatnio sporo kreci się przy naszych ziemiach.
-Niedługo poznamy prawdę.-Wzrok króla na powrót stał się czulszy.-Odnajdziemy sprawce i spotka go sroga kara, kimkolwiek by był. Zapłaci za zamach na mojego syna.- Jak zwykle, gdy mówił „mój syn” w głosie Thranduila zabrzmiała duma.-Rozkazałem już odnaleźć ciała. Idź odpocznij. A jeśli głowa cię ponownie rozboli powiedz mi o tym.
Legolas wstał od stołu z zamiarem opuszczenia biblioteki i udania się na spoczynek.
-Poczekaj jeszczę chwilę.-Zawołał za nim, gdy ten zbliżył się do drzwi.-Mam do ciebie jedną prośbę.-Powiedział podchwycając spojrzenie Legolasa.-Uważaj na siebie.-W jego oczach dało się zobaczyć troskę i coś, czego nawet jego syn nie mógł rozpoznać. Coś, co przypominało ból, ból wywołany wspomnieniem z przed lat.
-Będę uważał.-Rzekł i opuścił bibliotekę spokojniejszy.


*    *    *


Było południe. Dopiero, co się obudził, ale czuł się o wiele lepiej. Przebrał się, w zwykły, codzienny strój i rozejrzał po pomieszczeniu witając promienie nowego dnia wpadające przez okno. Znajdowało się ono nad ziemią, wychodziło idealnie na wschód. Duże szafy były zrobione z tego samego białego drewna co rzeźbiony stół.  Leżał na nim kołczan, strzały powysypywały się z niego. Wziął jedną z nich do ręki przypominając sobie zdarzenia poprzedniego dnia.
Szok, strach, niepokój. Powinien czuć którąś z tych emocji, jednak nie czół nic. Ciekawość jedynie dawała o sobie znać. Tak jakby jego instynkt postanowił się wyłączyć. Obraz rannej wciąż widniał pod jego powiekami, jakby przywarł tam na wieki. Kim była, by tak zawrócić w jego głowie? Nie znała go a i tak się poświęciła… Czemu?
Postanowił ją odwiedzić, wątpił by się obudziła ale nie mógł siedzieć w miejscu. Opuścił pośpiesznie pokój i zniknął w labiryncie przejść.

Zawahał się, po chwili jednak zapukał do drzwi. Nikt nie odpowiedział. Zastukał jeszcze raz tym razem mocniej. Znowu odpowiedziało mu jedynie milczenie. Uchylił drzwi i wszedł do środka. Poczuł cierpką woń ziół. Podszedł do okna i odsłonił ciężkie zasłony. Do środka wpadło świeże powietrze. Ptaki odśpiewały swoją pieśń nim Legolas zorientował się, że jest obserwowany. Odwrócił się powoli, gotowy tłumaczyć się przed Jaseną, czemu jest w pokoju damy.
I zobaczył ją.
Stała obok łózka. Czarne włosy miała potargane, a suknie pokrywała krew. Bandaż zasłaniał ranne ramie, lecz nie zwracała na to uwagi. Było w niej coś dzikiego i niebezpiecznego. Przez chwilę miał wrażenie, jakby stał przed uśpionym smokiem ozdobiony cały dzwonkami. Jeden ruch i czeka cię śmierć. Wrażenie to jednak minęło równie szybko jak się pojawiło.
Jego wzrok przykuły jej oczy. Oczy jakich nigdy nie miał przyjemności zobaczyć. Ich głęboka barwa wręcz hipnotyzowała. Krasnalód dałby się pokroić, by mieć je na wyłączność, może nawet smok oszczędziłby jej życie. Te oczy skrywały potęgę i roztaczały dookoła czar. Gdyby stał na początku drogi, a ona prowadziłaby do słońca rozsiewającego pył tej barwy, i pomimo że czekałaby bo niechybna śmierć podążyłby. By spłonąć pokrytym słonecznym pyłem. Na złocistej drodze. Gdyż te oczy miały koloru złota.
-Gdzie jestem?-zapytała wyrywając go z uroku.
Z westchnięcie, jakby wstrzymywał dotychczas oddech, Legolas powrócił na ziemię.
-Znajdujesz się w pałacu Leśnego Królestwa…
-Chciałabym więc zobaczyć się z Królem.-Przerwała mu. Nikt dotychczas mu nie przerywał, nie rozkazywał. Prosił
-Zobaczysz się.-Zmarszczył brwi.- Lecz musisz najpierw poczekać. Niedługo ktoś po ciebie przyjdzie.-Rzekł a barwa jego głosu wciąż pozostała ciepła.
W końcu ocaliła go.


*    *    *


Przyjrzała się sukni którą miała na sobie. Była piękna, chociaż nazbyt uroczysta. Biała w cieniu, srebrna na słońcu, złota w świetle płomieni. Czarne włosy spletli jej kilkoma warkoczykami, odsłaniając uszy. Podziękowała elfce, która zmieniła opatrunek. Nie umknęło jej uwadze zdziwienie, kiedy uzdrowicielka obejrzała jej ramie. Po postrzale pozostały tylko dwie małe ranki, po obydwóch stronach ramienia. W odpowiedzi jedynie skinęła głową. Została sama do czasu, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Otwarły się i wszedł jeden ze strażników pałacu. Ubrany był na szaro, do ramion przypięty miał płaszcz w kolorze jesiennej zieleni, przyblakłej i zszarzałej. Stanął obok drzwi wyprostowany, nawet nie zerkając na nią, gdy przeszłą obok niego. Czekali na nią kolejni strażnicy. Każdy w tym samym stroju i o tej samej postawie. Prowadzona przez nich krętymi schodami, szerokimi korzeniami drzew, mostami i korytarzami końcu trafiła do ogromnej sali. Wykuta w skale jaskinia była kolosalna. Gdzieś w oddali słychać był szum potoku. A w urwiskach płynęły rzeki. Rzeźbione filary ozdabiały okna na wysokości mniej więcej czubków starych drzew. Promienie zachodzącego słońca padały wprost na podwyższenie stojące na samym środku groty.
Pokonała liczne schody i platformy, by w końcu stanąc na placyku tuż przed królewskim tronem. Strażnicy skłonili się i odeszli. Wkońcu odetchneła nie czójąc spojrzenia na swych plecach. Drewniany tron, ozdobiony smukłymi rogami jeleni, ogromnymi porożami łosi i gałęziami drzew zachwycał. Wyglądał jakby zasiadał na nim pan lasu. Była to prawda.
Król Leśnego Królestwa na północy Mrocznej Puszczy wyglądał inaczej niż sobie go wyobrażała. Jego srebrzyste włosy spływały prawie do pasa. Ubrany był w srebrną szatę, niczym ze najznakomitszej stali, wyszywaną szmaragdowymi nićmi na kształt winorośli. Aureolę włosów zdobiła korona. Soczyście zielone liście z kilkoma maleńkimi białymi kwiatami splatały gałązki, a między nimi dało się dostrzec szmaragdy. Delikatna twarz króla wyrażała powagę. Dostrzegła stojącego z tyłu elfa, zapewne strażnika króla.

-Królu Thranduilu, władco Lasu Północy.-Skłoniła się z szacunkiem - Nazywam się Laumen.
-Witaj w moim królestwie, Laumen- przywitał ją miękkim jak aksamit głosem.-Co cię sprowadza do mojego lasu?
-To, że tu trafiłamto był przypadek, królu. Podróżowałam do Miasta na Jeziorze, lecz orkowe zmusili mnie do wycofania się w te strony. Udało mi się większość z nich pokonać, jednak zgubiłam drogę. Nigdy wcześniej nie byłam w tych rejonach Mrocznej Puszczy.
-Łatwo u nas zabłądzić.-Przyglądał się jej uważnie, przeciągając słowa.
-Zgadzam się. Jednak trafem, szczęśliwym, bądź nie, trafiłam w sam środek zasadzki orków. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować było już za późno. Nie wiem, kim był elf, którego zasłoniłam, ani też ten, który strzelił z łuku, ale nie mogłam stać bezczynne. I postąpiłam słusznie. Mimo iż naraziłam swoje życie wciąż tu stoję, a to oznacza, że uratowany elf również podjął właściwą decyzję. Królu chciałabym mu podziękować, o ile to możliwe, ale najpierw pragnę poznać imię tego drugiego elfa.
-Skąd wiesz, że był elfem?-Zainteresował się król.
-Potrafię rozpoznać elfa, nawet, jeśli ledwo go ujrzę. On z całą pewnością nim był. Królu, tak się składa, że posiadam pewien dar. Zranić może mnie jedynie ktoś, kto pochodzi z najczystszej rasy, czyli elf, tylko elf.- Wiedziała, że zdradza zbyt wiele, że okazuje swą słabość. Była jednak świadoma, że chroni ją pewien niepisany pakt oraz wierzyła w dobroć swej rasy.
-Doprawdy interesujące.-Król nieświadomie dotknął kciukiem podbródka, a palcem wskazującym dolnej wargi. Był to gest nie przystający królowi, jednak nie do oduczenia.-Nie zdarzyło mi się jeszcze nikogo takiego spotkać.-Rozmyślał chwilę, aż dostrzegł, że jego gość pociera ranne ramie.- Jak się czujesz, jeśli mogę spytać? Nie sądziłem ze zdołasz się obudzić. Trucizna orków, którą nasączono strzałę była wyjątkowo mocna, niemal tragiczna w skutkach.
-Dziękuję za troskę, ale to jeszcze jeden z moich talentów. Potrafię się sama uzdrowić, choć muszę przyznać pomoc kogoś innego też jest bardzo przydatna.
-Jesteś niezwykła Laumeno. I zdobyłaś się na ogromną odwagę chroniąc jednego z elfów przed strzałą. Nie znałaś go a zdobyłaś się na poświęcenie. Chciałbym cię teraz za to nagrodzić.
W oczach Thranduila widać było podziw dla jej czynu, ale pod nim skrywała się nieufność.
-Legolasie?
Chwycił podaną mu przez elfa szkatułkę. Wstał z tronu i zszedł po schodkach na placyk. Stanął przed elfką i podał jej ją. Zlustrował wzrokiem jej zachowanie, gdy otwierała wieczko. Nie ufał jej mimo zapewnień syna. Bo niby jak jeden elf miał wprowadzić tylu orków do ich lasu. Zapewne miał wspólnika, lub wspólniczkę. Ale przecież uratowała życie jego synu. Zasłaniając go łatwo mogłaby zdobyć zaufanie i zaatakować w nocy... Podczas ich nieuwagi. Nie da się omamić i puki nie zyska pewności będzie ostrożny…
Oczy jej rozbłysły na widok wnętrza szkatuły. W środku znajdował się naszyjnik. Srebrny łańcuszek z zawieszką, jakiej jeszcze nigdy zapewne nie widziała. Był to jeden pojedynczy szmaragd, jego wnętrze zdawało się świecić.
-Nie mogę go przyjąć.-Powiedziała zamykaj szkatułkę z ociągnięciem, zachwycona urokiem klejnotu.
-Dlaczego?-Zdziwienie skruszyło maskę podziwu.
-Jest cudowny i niezwykły, ale nie zasłużyłam na niego, nie zrobiłam nic by na niego zasłużyć.
Skromność, siła, takt... Wzbudza zaufanie. Lecz czy zamierzenie? Czy wręcz przeciwnie? Po czyjej jest stronie?-Myślał król
-Czy uratowanie Legolasa, księcia Leśnego Królestwa, a zarazem mojego jedynego syna przed śmiercią nie jest wystarczającym powodem.-Udawał najszczęśliwszego na świecie, że znalazł się ktoś taki jak ona, ktoś, komu można powierzyć swoje życie... I wyjawić sekrety.
Zaskoczona spojrzała na elfa stojącego obok tronu, był to Legolas. To srebro włosów i błękit oczu sprawił, że na nowo ujrzała tę scenę, tym razem niewiadome się wyjaśniły.
-Mimo to oddaję go.
Thranduil chwycił podaną mu szkatułkę i wrócił na tron.
Udaje... tylko udaje...-powtarzał sobie w myślach,
-Kiedy miałaś się zjawić w Mieście na Jeziorze?
-Dopiero za dwa tygodnie.
-Jeśli zechcesz możesz się tu zatrzymać. Służę pomocą wszystkim elfom. W szczególności tym z Lorien-Uśmiechnął się gościnnie.
-Dziękuję Królu. -Ukłoniła się trochę zaskoczona jego odkryciem. Nie podejrzewała, że to odgadną, jeszcze nie teraz.
-Legolasie, odprowadź naszego gościa.
-Oczywiście, ojcze.
Ten głos, już go słyszała. Już wcześniej spotkała Legolasa, tylko, kiedy...? -Myślała gorączkowo.- Tak. To on był wtedy w pokoju, kiedy odzyskała przytomność. Już drugi raz wzięła go za kogoś innego. Za strażnika. Czyżby wyglądał, aż tak niepozornie…? Pozwoliła mu się odprowadzić i nie dostrzegła w nim nic z księcia. Jedynie wygląd podobny do ojca mógł zdradzać jego status…
Król kiwnął na strażnika. Uklęknął on przed nim.
Zbyt martwił się o syna, by kogokolwiek obdarzyć zaufaniem. Dopóki sprawy się nie wyjaśnią będzie miał na niego oko.
Tylko czemu Legolas patrzył na nią w ten sposób? Jak ona zdołała go tak omamić w tak krótkim czasie? Nie była to wyłącznie wdzięczność…
Przed oczami pojawił mu się obraz Gillith. Jego słodkiej Gillith…Ona również roztaczała wokół siebie czar, i on dał się w niego złapać. Nigdy tego nie pożałował. Jednak Legolas to inna sprawa. Jemu nie pozwoli. Nie będzie jego jedyny syn cierpiał tak jak on.

-Miej ją na oku.- Strażnik spojrzał na niego zaskoczony- "Coś ukrywa, coś złego... " -Nie pozwól by mój syn został z nią sam.





[1] Straż Galathrimska-(przyp. Aut.) Nazwa odnosi się do tajnej elfickiej straży broniącej Lothlórien. Straż ta brała udział w wielu bitwach na przestrzeni wieków, a jej członkowie otrzymali specjalne wyszkolenie.