sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 1 "Król Elfów"



Nim rozpoczniesz przeczytaj"Prolog"!



Rozdział 1



            "Ja kocham się w tobie, twój wdzięk mnie zniewolił,
            a będziesz oporny, to porwę wbrew woli ! "
            -Tatusiu, tatusiu, ach jaki ból!
            Już ciągnie mnie, ciągnie okrutny Król!...

-  JOHANN W. GOETHE  "KRÓL ELFÓW"



Stanęli przed drzwiami szpitala. Legolas otworzył je przepuszczając ojca. Jego szata zaszeleściła, gdy podszedł do nieprzytomnej. Podążył za nim obserwując jej bladą twarz nad ramieniem króla. Gdy wyminął go stanął naprzeciw. Nieopodal nich stała uzdrowicielka ścierając krew z dłoni.
Thranduil przyjrzał się uważnie pacjętce. Bladą twarz skraplał pot a ramiona jej drżały. Oczy poruszały się pod powiekami, z ust wydobywał się ciężki przerywany oddech wywołany cierpieniem. Żyły wikwitły na jej nadgarstkach niczym gałęzie drzewa, widoczne jakby nie przysłaniała ich skóra. Krążyła w nich krew gęsta jak miód pitny. Równomiernie pompójąc truciznę do serca i mózgu.
Przyłożył delikatnie dłonie do jej skroni. Zamknął oczy i zmarszczył czoło, jakby w skupieniu chciał usłyszeć jej myśli. Miał dar wyczuwania stanu, nie tylko ciała, ale też duszy. Potrafił ocenić czy ktoś ma szansę by przeżyć, czy odzyska władzę w kończynie lub jasność umysłu. Nie stosował jej jednak zbyt często, bo łączyła go ona z bólem innej osoby. U elfki wyczuł spokój, jakby spała i śniło jej się coś przyjemnego. Zdziwił się, lecz wniknął bardziej w jej umysł. Zobaczył światło. Biel z czarną postacią na jej tle. Poczuł smutek i determinację. Tęsknotę. W końcu również ból spowodowany raną. Na szczęście nie była ona zbytnio poważna. Zachowa kończynę, chociaż nie do końca sprawną.
-Nie martw się, Legolasie.-Spojrzał na syna, gdy wyczuł jego zmartwienie.-Ocalę ją.
-Wierzę Ci, ojcze.
Uśmiechnął się do niego i powrócił wzrokiem do rany. Strzałę trzeba było jak najszybciej usunąć.
-Podejdź do mnie Jaseno. Będę potrzebować twej pomocy.-Zwrócił się do uzdrowicielki.
Jasena wiedziała co ma robić. Podeszła do ogromnej szafy stojącej obok drzwi i wyciągnęła z niej duży kawałek białego materiału na opatrunek i woreczki z ziołami.
- Przytrzymaj jej ramię.-Zwrócił się do syna.
Podczas, gdy Jasena nasypywała różne zioła na materiał, Thranduil odczepił od pasa sztylet. Legolas po raz pierwszy widział go na oczy, choć król zawsze miał go przy sobie. Ostrze było zrobione z mithrilu zdobionego szafirami tuż przy rękojeści. Wydawało się, że jest ona zrobiona z diamentu.
-Legolasie-sprowadził go na ziemie.
Przytrzymał rękę i ramie elfki. Pomimo, że była nieprzytomna drgnęła, gdy Thranduil odciął grot i delikatnie i sprawnie wyciągnął strzałę z ramienia. Z rany popłynęła krew. Jasena od razu przyłożyła materiał z ziołami, szepnęła kilka słów w starym języku, który zabrzmiał dla Legolasa dziwnie i ponadczasowo, jakby został spisany wieki temu i niemożliwy do odczytania przez obecne pokolenia. Krew przestał lecieć.
-Trucizna nie zdążyła całkowicie zatruć krwi.- Powiedziała- Nie jestem w stanie rzec na ile osłabiła jej ciało. Nawet nie mogę stwierdzić czy zdoła się obudzić nie mówiąc już o pełnym powrocie do zdrowia.
Król zerknął na kawałki strzały w ręku, schował sztylet i pochwycił wzrok syna.
-Obudzi się Jaseno. A gdy to się stanie poinformuj mnie o tym. Natomiast ty, Legolasie, musisz mi, co nie, co wyjaśnić.
Legolas podszedł do niego, kiwnął głową na znak, że rozumie.
-Oczywiście, ojcze.


*    *    *


Drzwi biblioteki zamknęły się z trzaskiem. Król usiadł na swym białym krześle i wskazał synowi miejsce obok. Legolas usiadł pospiesznie czując lekki zawrót głowy.
-Nic ci nie jest, synu?-Przyglądał się mu uważnie.
-Mam tylko lekki ból głowy, lecz nic więcej. Jestem zdrów.
-Otarłeś się dziś o śmierć i ogromnie się cieszę, że żyjesz. Będziesz mógł potem odpocząć, lecz potrzebuje byś odpowiedział mi na kilka pytań.-Powiedział cicho i delikatnie.
Kojący głos osłabł nasilający się ból.
-Czy widziałeś tego, który ją postrzelił?-Spytał.
-Niestety, był za szybki, zbyt cichy. Nie usłyszałem nawet jego kroków. Dopiero strzałę, lecz było już za późno. Ułamek sekundy dzielił ją ode mnie.
-A ta dziewczyna?-Zmarszczył brwi- Wiesz kim jest?
-Widzie ją po raz pierwszy. Nie wiem, co robiła w lasach królestwa, ale z pewnością nie przybyła z orkami.-Legolas pochwycił wzrok ojca, jakby chciał go przekonać do swojego poglądu. Ujrzał jednak powątpienie.
-Skąd ta pewność?
-Zabiła tego, który celował w moją stronę, zasłoniła mnie przed strzałą. Musi być wyjątkowa. W czasie krótszym niż mrugnięcie powieką uratowała życie. Jest elfem, ale jej zdolności znacznie przewyższają naszą rasę. Musiała odbyć specjalne szkolenie…
-Pod okiem Straży Galathrimskiej[1].-Stwierdził król przewidując to, co chciał powiedzieć jego syn.-Doprawdy zaciekawiła mnie jej osoba. Nie ukrywam od setek lat nie spotkałem nikogo o tej profesji. Potwierdzić wiarygodność dziewczyny, może jedynie sama Galadriela.
-Poślę gońca do niej.-Zaoferował się Legolas.
-Oczywiście, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Nim się obudzi minie go jeszcze sporo.
Thranduil położył dłonie na stole, a wraz z nimi kawałki strzały spoczywające dotychczas na jego kolanach.
-Powinniśmy zająć sie lepiej odnalezieniem niedoszłego zabójcy. Ta strzała może nam wiele o nim powiedzieć. Mam juz co do tego pewną teorię. Według mnie należała ona do elfa, co więcej...
-Do jednego z naszych.-dokończył za króla Legolas.
Rozpoznał on białą lotkę i brzozę srebrzystą, tych strzał używano wyłącznie w Leśnym Królestwie.
-Oczywiście mógł tą strzałę mieć inny elf.-Król nawet nie miał cienia wątpliwości, co do rasy. Orkowie by nie dotknęli wytworu ich rąk.-To nie wyjaśniałoby jednak jak dostał się na nasze ziemie. A tak mógłby przeprowadzić orków, jako więźniów, bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń. Ostatnio sporo kreci się przy naszych ziemiach.
-Niedługo poznamy prawdę.-Wzrok króla na powrót stał się czulszy.-Odnajdziemy sprawce i spotka go sroga kara, kimkolwiek by był. Zapłaci za zamach na mojego syna.- Jak zwykle, gdy mówił „mój syn” w głosie Thranduila zabrzmiała duma.-Rozkazałem już odnaleźć ciała. Idź odpocznij. A jeśli głowa cię ponownie rozboli powiedz mi o tym.
Legolas wstał od stołu z zamiarem opuszczenia biblioteki i udania się na spoczynek.
-Poczekaj jeszczę chwilę.-Zawołał za nim, gdy ten zbliżył się do drzwi.-Mam do ciebie jedną prośbę.-Powiedział podchwycając spojrzenie Legolasa.-Uważaj na siebie.-W jego oczach dało się zobaczyć troskę i coś, czego nawet jego syn nie mógł rozpoznać. Coś, co przypominało ból, ból wywołany wspomnieniem z przed lat.
-Będę uważał.-Rzekł i opuścił bibliotekę spokojniejszy.


*    *    *


Było południe. Dopiero, co się obudził, ale czuł się o wiele lepiej. Przebrał się, w zwykły, codzienny strój i rozejrzał po pomieszczeniu witając promienie nowego dnia wpadające przez okno. Znajdowało się ono nad ziemią, wychodziło idealnie na wschód. Duże szafy były zrobione z tego samego białego drewna co rzeźbiony stół.  Leżał na nim kołczan, strzały powysypywały się z niego. Wziął jedną z nich do ręki przypominając sobie zdarzenia poprzedniego dnia.
Szok, strach, niepokój. Powinien czuć którąś z tych emocji, jednak nie czół nic. Ciekawość jedynie dawała o sobie znać. Tak jakby jego instynkt postanowił się wyłączyć. Obraz rannej wciąż widniał pod jego powiekami, jakby przywarł tam na wieki. Kim była, by tak zawrócić w jego głowie? Nie znała go a i tak się poświęciła… Czemu?
Postanowił ją odwiedzić, wątpił by się obudziła ale nie mógł siedzieć w miejscu. Opuścił pośpiesznie pokój i zniknął w labiryncie przejść.

Zawahał się, po chwili jednak zapukał do drzwi. Nikt nie odpowiedział. Zastukał jeszcze raz tym razem mocniej. Znowu odpowiedziało mu jedynie milczenie. Uchylił drzwi i wszedł do środka. Poczuł cierpką woń ziół. Podszedł do okna i odsłonił ciężkie zasłony. Do środka wpadło świeże powietrze. Ptaki odśpiewały swoją pieśń nim Legolas zorientował się, że jest obserwowany. Odwrócił się powoli, gotowy tłumaczyć się przed Jaseną, czemu jest w pokoju damy.
I zobaczył ją.
Stała obok łózka. Czarne włosy miała potargane, a suknie pokrywała krew. Bandaż zasłaniał ranne ramie, lecz nie zwracała na to uwagi. Było w niej coś dzikiego i niebezpiecznego. Przez chwilę miał wrażenie, jakby stał przed uśpionym smokiem ozdobiony cały dzwonkami. Jeden ruch i czeka cię śmierć. Wrażenie to jednak minęło równie szybko jak się pojawiło.
Jego wzrok przykuły jej oczy. Oczy jakich nigdy nie miał przyjemności zobaczyć. Ich głęboka barwa wręcz hipnotyzowała. Krasnalód dałby się pokroić, by mieć je na wyłączność, może nawet smok oszczędziłby jej życie. Te oczy skrywały potęgę i roztaczały dookoła czar. Gdyby stał na początku drogi, a ona prowadziłaby do słońca rozsiewającego pył tej barwy, i pomimo że czekałaby bo niechybna śmierć podążyłby. By spłonąć pokrytym słonecznym pyłem. Na złocistej drodze. Gdyż te oczy miały koloru złota.
-Gdzie jestem?-zapytała wyrywając go z uroku.
Z westchnięcie, jakby wstrzymywał dotychczas oddech, Legolas powrócił na ziemię.
-Znajdujesz się w pałacu Leśnego Królestwa…
-Chciałabym więc zobaczyć się z Królem.-Przerwała mu. Nikt dotychczas mu nie przerywał, nie rozkazywał. Prosił
-Zobaczysz się.-Zmarszczył brwi.- Lecz musisz najpierw poczekać. Niedługo ktoś po ciebie przyjdzie.-Rzekł a barwa jego głosu wciąż pozostała ciepła.
W końcu ocaliła go.


*    *    *


Przyjrzała się sukni którą miała na sobie. Była piękna, chociaż nazbyt uroczysta. Biała w cieniu, srebrna na słońcu, złota w świetle płomieni. Czarne włosy spletli jej kilkoma warkoczykami, odsłaniając uszy. Podziękowała elfce, która zmieniła opatrunek. Nie umknęło jej uwadze zdziwienie, kiedy uzdrowicielka obejrzała jej ramie. Po postrzale pozostały tylko dwie małe ranki, po obydwóch stronach ramienia. W odpowiedzi jedynie skinęła głową. Została sama do czasu, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Otwarły się i wszedł jeden ze strażników pałacu. Ubrany był na szaro, do ramion przypięty miał płaszcz w kolorze jesiennej zieleni, przyblakłej i zszarzałej. Stanął obok drzwi wyprostowany, nawet nie zerkając na nią, gdy przeszłą obok niego. Czekali na nią kolejni strażnicy. Każdy w tym samym stroju i o tej samej postawie. Prowadzona przez nich krętymi schodami, szerokimi korzeniami drzew, mostami i korytarzami końcu trafiła do ogromnej sali. Wykuta w skale jaskinia była kolosalna. Gdzieś w oddali słychać był szum potoku. A w urwiskach płynęły rzeki. Rzeźbione filary ozdabiały okna na wysokości mniej więcej czubków starych drzew. Promienie zachodzącego słońca padały wprost na podwyższenie stojące na samym środku groty.
Pokonała liczne schody i platformy, by w końcu stanąc na placyku tuż przed królewskim tronem. Strażnicy skłonili się i odeszli. Wkońcu odetchneła nie czójąc spojrzenia na swych plecach. Drewniany tron, ozdobiony smukłymi rogami jeleni, ogromnymi porożami łosi i gałęziami drzew zachwycał. Wyglądał jakby zasiadał na nim pan lasu. Była to prawda.
Król Leśnego Królestwa na północy Mrocznej Puszczy wyglądał inaczej niż sobie go wyobrażała. Jego srebrzyste włosy spływały prawie do pasa. Ubrany był w srebrną szatę, niczym ze najznakomitszej stali, wyszywaną szmaragdowymi nićmi na kształt winorośli. Aureolę włosów zdobiła korona. Soczyście zielone liście z kilkoma maleńkimi białymi kwiatami splatały gałązki, a między nimi dało się dostrzec szmaragdy. Delikatna twarz króla wyrażała powagę. Dostrzegła stojącego z tyłu elfa, zapewne strażnika króla.

-Królu Thranduilu, władco Lasu Północy.-Skłoniła się z szacunkiem - Nazywam się Laumen.
-Witaj w moim królestwie, Laumen- przywitał ją miękkim jak aksamit głosem.-Co cię sprowadza do mojego lasu?
-To, że tu trafiłamto był przypadek, królu. Podróżowałam do Miasta na Jeziorze, lecz orkowe zmusili mnie do wycofania się w te strony. Udało mi się większość z nich pokonać, jednak zgubiłam drogę. Nigdy wcześniej nie byłam w tych rejonach Mrocznej Puszczy.
-Łatwo u nas zabłądzić.-Przyglądał się jej uważnie, przeciągając słowa.
-Zgadzam się. Jednak trafem, szczęśliwym, bądź nie, trafiłam w sam środek zasadzki orków. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować było już za późno. Nie wiem, kim był elf, którego zasłoniłam, ani też ten, który strzelił z łuku, ale nie mogłam stać bezczynne. I postąpiłam słusznie. Mimo iż naraziłam swoje życie wciąż tu stoję, a to oznacza, że uratowany elf również podjął właściwą decyzję. Królu chciałabym mu podziękować, o ile to możliwe, ale najpierw pragnę poznać imię tego drugiego elfa.
-Skąd wiesz, że był elfem?-Zainteresował się król.
-Potrafię rozpoznać elfa, nawet, jeśli ledwo go ujrzę. On z całą pewnością nim był. Królu, tak się składa, że posiadam pewien dar. Zranić może mnie jedynie ktoś, kto pochodzi z najczystszej rasy, czyli elf, tylko elf.- Wiedziała, że zdradza zbyt wiele, że okazuje swą słabość. Była jednak świadoma, że chroni ją pewien niepisany pakt oraz wierzyła w dobroć swej rasy.
-Doprawdy interesujące.-Król nieświadomie dotknął kciukiem podbródka, a palcem wskazującym dolnej wargi. Był to gest nie przystający królowi, jednak nie do oduczenia.-Nie zdarzyło mi się jeszcze nikogo takiego spotkać.-Rozmyślał chwilę, aż dostrzegł, że jego gość pociera ranne ramie.- Jak się czujesz, jeśli mogę spytać? Nie sądziłem ze zdołasz się obudzić. Trucizna orków, którą nasączono strzałę była wyjątkowo mocna, niemal tragiczna w skutkach.
-Dziękuję za troskę, ale to jeszcze jeden z moich talentów. Potrafię się sama uzdrowić, choć muszę przyznać pomoc kogoś innego też jest bardzo przydatna.
-Jesteś niezwykła Laumeno. I zdobyłaś się na ogromną odwagę chroniąc jednego z elfów przed strzałą. Nie znałaś go a zdobyłaś się na poświęcenie. Chciałbym cię teraz za to nagrodzić.
W oczach Thranduila widać było podziw dla jej czynu, ale pod nim skrywała się nieufność.
-Legolasie?
Chwycił podaną mu przez elfa szkatułkę. Wstał z tronu i zszedł po schodkach na placyk. Stanął przed elfką i podał jej ją. Zlustrował wzrokiem jej zachowanie, gdy otwierała wieczko. Nie ufał jej mimo zapewnień syna. Bo niby jak jeden elf miał wprowadzić tylu orków do ich lasu. Zapewne miał wspólnika, lub wspólniczkę. Ale przecież uratowała życie jego synu. Zasłaniając go łatwo mogłaby zdobyć zaufanie i zaatakować w nocy... Podczas ich nieuwagi. Nie da się omamić i puki nie zyska pewności będzie ostrożny…
Oczy jej rozbłysły na widok wnętrza szkatuły. W środku znajdował się naszyjnik. Srebrny łańcuszek z zawieszką, jakiej jeszcze nigdy zapewne nie widziała. Był to jeden pojedynczy szmaragd, jego wnętrze zdawało się świecić.
-Nie mogę go przyjąć.-Powiedziała zamykaj szkatułkę z ociągnięciem, zachwycona urokiem klejnotu.
-Dlaczego?-Zdziwienie skruszyło maskę podziwu.
-Jest cudowny i niezwykły, ale nie zasłużyłam na niego, nie zrobiłam nic by na niego zasłużyć.
Skromność, siła, takt... Wzbudza zaufanie. Lecz czy zamierzenie? Czy wręcz przeciwnie? Po czyjej jest stronie?-Myślał król
-Czy uratowanie Legolasa, księcia Leśnego Królestwa, a zarazem mojego jedynego syna przed śmiercią nie jest wystarczającym powodem.-Udawał najszczęśliwszego na świecie, że znalazł się ktoś taki jak ona, ktoś, komu można powierzyć swoje życie... I wyjawić sekrety.
Zaskoczona spojrzała na elfa stojącego obok tronu, był to Legolas. To srebro włosów i błękit oczu sprawił, że na nowo ujrzała tę scenę, tym razem niewiadome się wyjaśniły.
-Mimo to oddaję go.
Thranduil chwycił podaną mu szkatułkę i wrócił na tron.
Udaje... tylko udaje...-powtarzał sobie w myślach,
-Kiedy miałaś się zjawić w Mieście na Jeziorze?
-Dopiero za dwa tygodnie.
-Jeśli zechcesz możesz się tu zatrzymać. Służę pomocą wszystkim elfom. W szczególności tym z Lorien-Uśmiechnął się gościnnie.
-Dziękuję Królu. -Ukłoniła się trochę zaskoczona jego odkryciem. Nie podejrzewała, że to odgadną, jeszcze nie teraz.
-Legolasie, odprowadź naszego gościa.
-Oczywiście, ojcze.
Ten głos, już go słyszała. Już wcześniej spotkała Legolasa, tylko, kiedy...? -Myślała gorączkowo.- Tak. To on był wtedy w pokoju, kiedy odzyskała przytomność. Już drugi raz wzięła go za kogoś innego. Za strażnika. Czyżby wyglądał, aż tak niepozornie…? Pozwoliła mu się odprowadzić i nie dostrzegła w nim nic z księcia. Jedynie wygląd podobny do ojca mógł zdradzać jego status…
Król kiwnął na strażnika. Uklęknął on przed nim.
Zbyt martwił się o syna, by kogokolwiek obdarzyć zaufaniem. Dopóki sprawy się nie wyjaśnią będzie miał na niego oko.
Tylko czemu Legolas patrzył na nią w ten sposób? Jak ona zdołała go tak omamić w tak krótkim czasie? Nie była to wyłącznie wdzięczność…
Przed oczami pojawił mu się obraz Gillith. Jego słodkiej Gillith…Ona również roztaczała wokół siebie czar, i on dał się w niego złapać. Nigdy tego nie pożałował. Jednak Legolas to inna sprawa. Jemu nie pozwoli. Nie będzie jego jedyny syn cierpiał tak jak on.

-Miej ją na oku.- Strażnik spojrzał na niego zaskoczony- "Coś ukrywa, coś złego... " -Nie pozwól by mój syn został z nią sam.





[1] Straż Galathrimska-(przyp. Aut.) Nazwa odnosi się do tajnej elfickiej straży broniącej Lothlórien. Straż ta brała udział w wielu bitwach na przestrzeni wieków, a jej członkowie otrzymali specjalne wyszkolenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz